Strony

poniedziałek, 21 lipca 2014

Czasami śmiechu trochę

Rozkłada mnie Bartek na łopatki. Spotkałam się z określeniem "trudny"...

Bartkowi zdjęli szwy. Po kolejnej wizycie u chirurga mam takie przemyślenia, że Bartek najbardziej ludzi drażni pytaniami, dociekliwymi, drążącymi, podważającymi kompetencje. Kiedyś nie pytał, nie zwracał się do innych tak wprost, teraz sam idzie w swoim interesie wprost do pani dr...

- A proszę Pani a jest Pani pewna, że...

- A proszę Pani a co zawiera ten środek...?

- Czyli Pani tak musi, bo inaczej skórę by pani przecięła, tak?

- Nie można było dać prostszej nazwy?

- Czy sądzi Pani, że mam więcej mikronerwów uszkodzonych? Wydaje mi się, że więcej niż 3?Też tak Pani sądzi?

- Bo ja nie mam pewności czy...?



I jedzie z koksem. W trakcie pytania jakoś patrzy na osobę a potem przy wyjściu to już tylko "acha" i trzeba mu o pożegnaniu przypominać, zwykle już jest plecami do osoby, z którą się żegna.  A zdążył już pytaniami zbudować relację i nagle strzał z liścia, żadnego miłego pożegnania!

Bardzo mi się dzisiaj śmiać chciało z tych pytań, wiedziałam, że jak zaczął, to nie skończy. Pani pielęgniarka wiedziała o ZA i powiedziała do Pani doktor, że Bartek już tak ma od urodzenia a (jakie to cudne) pani doktor cierpliwie na każde pytanie odpowiadała a nawet dała wybór "albo skóra albo tylko nitki, muszę te szwy tak odsuwać i co Ty na to?".

Taki miły dzień.

Nie żalę się, ale musicie wiedzieć, że dwa tygodnie z Bartkiem, kiedy jemu coś dolega, potrafi wykończyć. Właściwie cały czas jest przeprowadzana analiza, jakby był Bartek w specjalnym trybie, gdzie dane są uaktualniane co sekundę. Analizuje plastry, maści i ilość antybiotyków w antybiotyku, oderwania plastrów, ich wymiar, szwy, rozmiar rany. Dobrze, że lekarze nie podali konkretnej, odległej daty minięcia "usterki", bo do samego końca, do ostatniej minuty czułby się chory niezależnie od faktycznego bólu, drętwienia czy dyskomfortu. Cały czas domaga się Bartek wyjaśnień. Ponieważ miał alergiczny wyprysk od plastra, musiałam przeprowadzić wykład o Flonidanie i wapnie. Na wiele pytań nie umiem odpowiedzieć z sensem, moje odpowiedzi nie są dość fachowe. Odpowiedzi specjalistów nie są przyjmowane bez zastrzeżeń, zwłaszcza, jeśli oglądał program na dany temat i ma nowe, świeższe dane (nie zawsze dobrze zrozumiane). Był gotów dalej chodzić o kulach, dopóki jeszcze raz wprost zapytałam głośno, czy ma chodzić o kulach. Analizuje, że mu się sączy, że skóra cierpnie.Wszystko.

Zdobyłam się dzisiaj na wredny matczyny żarcik, kóry Bartek załapał. Wyczerpana byłam już, bo Bartek domagał się zdjęć rentgenowskich i usg dla pewności, wyczaił, że ci zagipsowani mają rentgena a dzieci usg bioderek. NFZ przy Bartku zbankrutowałby niezależnie od wysokości naszych składek. No i zażartowałam, z jadem można powiedzieć. W zeszły wtorek był Pan doktor i kazał przyjść w poniedziałek.

- A czemu w poniedziałek?

- Wiesz.... Może już Cię Pan poznał i to mu wystarczyło? I kazał przyjść w poniedziałek, bo wiedział, że jego nie ma w pracy?

Tak wrednie i swobodnie. A Bartek to załapał i się nie ofochał ;)

środa, 16 lipca 2014

No jak można nie wiedzieć? Nerwy w konserwy.

Przyjmuję ostatnio rolę obserwatora. Teraz mam świetną okazję, bo do Bartka przychodzi kolega. Ze zgrozą zauważam, że tak jak do rodziny traci Bartek cierpliwość i wygłasza "jak można nie wiedzieć? Serio?"  tak też do kolegi się zwraca. Wykładając oczywiście różne aspekty fizyki.

Dziwi mnie brak cierpliwości i brak tolerancji dla innych. Nie wiem na ile to "zasługa" braku teorii umysłu a na ile to taki podły charakter. Że my mamy być tolerancyjni dla "Miłosz czy Marek jaka różnica" a on nie może być tolerancyjny dla naszych " przekładnia czy przerzutka, nie widzę różnicy".

Mamy zatem zagwostkę. Tyle się udało już osiągnąć, ale koniecznie musimy przekonać Bartka, że powinien trochę odpuścić ludziom. W domu mamy już długotrwałą spinę. Ja - moge porozmawiać o wierszach a Bartek tylko o fizyce. Dlaczego musi zawsze uznawać, że jego ważniejsze, lepsze, każdy musi wiedzieć/umieć/znać różnicę. Jak to wcielić w życie, żeby nie przegadywać za dużo, ale cichaczem weszło?
Męczy mnie Bartka nietolerancja dla innych. Męczy jego i nas nerwowość pojawiająca się, gdy musi kilka razy jedno i to samo tłumaczyć. Nerwy, nerwy, nerwy. Nie radzi sobie.

Ostatnio Bartek zapomniał dwóch słów. Jedno podpowiedziałam od ręki (sic!) a inne, mimo Bartkowych objaśnień, nie objawiło mi się w ogóle. Zapytałam na naszej stronie, co to może być. I każdą podpowiedź czytałam Bartkowi.Z każdym słowem patrzył na mnie z większym politowaniem. Miniwykłady... Jak mogę nie wiedzieć???

Plus tej całej sytuacji był taki, że Bartek, negujący oczywiście standardowy program nauczania języka angielskiego, podrzucał mi hasła po angielsku do sprawdzenia. Szok. Zatem w nosie ma nieprzydatne rekiny a już gearboxy opanował.